środa, 7 stycznia 2015

Dlaczego Alpy Austriackie i pierwsze alpejskie wrażenia (Austria 2014, cz. I)

"Będziecie chodzić po Tatrach, jeździć w Karpaty rumuńskie czy ukraińskie, góry Norwegii i inne, ale i tak prędzej czy później pojedziecie w Alpy, to jest więcej niż pewne" - powiedział Piotr, świeżo poznany znawca gór i ich wielki miłośnik podrzucając spory kawałek drewna do ogniska, które tliło się niechętnie przy chatce w tatrzańskiej Dolinie Jamnickiej w chłodny, wrześniowy wieczór 2012 r. Szczerze mówiąc to nigdy nie marzyłem o tej części górskiej Europy, więc nie przypuszczałem, że te słowa tak mocno zapadną mi w pamięć i szybko przybiorą realne kształty. Brzmiały niczym przepowiednia, niczym przeznaczenie przed którym żaden górski włóczęga nie może uciec. Dziś, kiedy z utęsknieniem wspominam pierwszy postawiony krok w Alpach Austriackich zeszłorocznego lata wiem, że Piotr miał rację - Alpy to istne przeznaczenie.





Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że to nie była nasza pierwsza wizyta w Alpach. We wrześniu 2010 r. odwiedziliśmy, co prawda bardzo spontanicznie i na krótko, Alpy Julijskie w Słowenii (o weekendzie na Triglavie przeczytacie Tutaj), ale pasmo to, znajdujące się na południowo-wschodnich rubieżach tego wielkiego łańcucha górskiego znacząco różni się od swoich austriackich, francuskich czy szwajcarskich "krewniaków". Co więcej odważę się zaryzykować stwierdzenie, że nie jest ono kwintesencją "alpejskości", m.in. z powodu braku lodowców, szczytów powyżej 3 tys. m n.p.m., zielonych hal i turni zbudowanych ze skał metamorficznych tj. gnejsów i łupków (są zbudowane głównie z jasnobarwnego wapienia). Nie zmienia to jednak faktu, że są one jednymi z najpiękniejszych gór jakie miałem okazję zobaczyć i każdemu polecam odwiedzić to cudowne pasmo.

Dlaczego Alpy Austriackie?

No ale przecież nie o słoweńskich Alpach mają być kolejne wpisy, lecz o tych "prawdziwych" przedstawicielach największego łańcucha górskiego Europy. W połowie sierpnia przepowiednia wspomnianego Piotra spełniła się, udaliśmy się w podróż do Austrii, w Alpy. Dlaczego akurat tam? Początkowo myśleliśmy o kolejnym wyjeździe do Rumunii (Fogarasze, Retezat) lub Bułgarii (Riła, Pirin), ale tak prawdę mówiąc chcieliśmy spróbować czegoś innego niż w latach wcześniejszych, kiedy to głównie kierowaliśmy się na wschód i południowy-wschód Europy. Dlatego też kierunek zachodni wydał się oczywistym i, spoglądając na mapę Europy, gdzie w tym kierunku od Polski aż się roi od czerwonych i brązowych barw, nawet naturalnym. Poza tym najważniejszym powodem dla którego się tam udaliśmy jest to, że nigdy tam nie byliśmy - ot cała filozofia, takie proste rozumowanie :)

Alpy to łańcuch górski o długości 1200 km, szerokości 150-250 km, zajmujący powierzchnię 220 tys. km kw. i składający się z 38 różnych pasm. Dodając do tego dziesiątki (a może nawet setki) tysięcy km szlaków turystycznych mamy do czynienia z prawdziwą górską "studnią bez dna" możliwości atrakcyjnego spędzenia urlopu. Jak więc w tym gąszczu możliwości znaleźć odpowiednie miejsce/pasmo dla siebie? Kryteriów wyboru destynacji było kilka. Nie umiemy się wspinać, nigdy też nie chodziliśmy po lodowcu, więc najwyższe pasma od razu nie braliśmy pod uwagę. Z racji odległości od Polski skłonni byliśmy przychylnym okiem spoglądać w kierunku Alp Wschodnich. Jednak najważniejszym kryterium górskim była możliwość swobodnego rozbijania naszego milion gwiazdkowego, przenośnego "hotelu". Po przeszukaniu internetowych wyszukiwarek i przeczytaniu kilku relacji ludzi gór wybór padł na pasma Kreuzeckgruppe i Ankogelgruppe w Wysokich Taurach i Radstadter w Niskich Taurach, które według geograficznych podziałów należą do Alp Centralnych, a w szerszym ujęciu do Alp Wschodnich.

Machina logistyczna ruszyła: zakup map (po ciężkich bojach ze sklepem internetowym udało się), planowanie tras wędrówek, miejsc biwakowych, uzupełnienie sprzętu, przygotowanie jedzenia - jak dla mnie jeden z najbardziej ekscytujących momentów całej wyprawy górskiej to właśnie przygotowania. Nic tak nie pobudza wyobraźni jak przesuwanie palca po mapie, jej czytanie i próba wyobrażenia sobie co się zastanie na miejscu, jakie czekają na nas niespodzianki i przygody. Tym razem postanowiliśmy nieco inaczej spędzić nasz urlop wakacyjny w górach. Pierwszy raz mieliśmy do dyspozycji swój własny samochód (zwany przez nas Juniorem) dlatego też nadarzyła się okazja, aby spędzić czas nie tylko w górach, ale też co nieco pozwiedzać i odwiedzić kilka ciekawych miejsc. Dlatego też, do standardowych, górskich przygotowań musieliśmy dodać plan na część "poza górską" naszych wakacji. O tym gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy będziemy pisać w kolejnych postach, ale już teraz mogę zdradzić, że zarówno górska, jak "poza górska" część były strzałem w dziesiątkę!



Pierwsze alpejskie wrażenia

Naszą podróż do Austrii zaczynamy wczesnym popołudniem 17 sierpnia. Czujemy podekscytowanie, z małą nutką niepewności i nerwowości zamykam klapę bagażnika. Wszystko mamy? Pytam Basiulkę. - To się okaże! - odpowiada. Ruszamy! Udajemy się na naszą pierwszą wspólną daleką wyprawę własnym środkiem transportu. Choć nasz Junior był dokładnie sprawdzany przez wyjazdem, to jednak czujemy dreszczyk emocji. Mamy do pokonania prawie1000 km, przez Słowację, na południe Austrii. Naszym celem jest Teuchl - niewielka osada, oddalona od większej miejscowości Napplach w Dolinie Mölltal o 12 km, położona u podnóża Teuchlspitz (2320 m n.p.m). Najpierw kierujemy się na Kraków, później Żywiec, by ok. 20 przekroczyć granicę PL-SK w Zwardoniu. Dalej bez problemów docieramy do Żyliny, Bratysławy. Za sprawą autostrad droga mija bardzo szybko. Co trzecie, czwarte auto spotkane na trasie ma polskie blachy, głównie z południa naszego kraju. Skala migracji naszych rodaków do Austrii jest ogromna. Widać to również na stacji benzynowej chwilę po przekroczeniu granicy SK-AUS gdzie kupujemy winiety. Większość jej klientów to Polacy. Postanawiamy się trochę przespać. Kilka godzin snu dobrze nam robi i możemy ruszać dalej. Omijamy kierunek na Wiedeń, zjeżdżamy z autostrady i kierujemy się na Eisenstadt trasą nr 50. Mimo, że jest jeszcze ciemno, po raz pierwszy mamy okazję podziwiać małe miasteczka, które urzekają nas swoją harmonijną, ciekawą zabudową, ładem przestrzennym i czystością. Basia zwraca szczególną uwagę na mnogość drzew, krzewów i różnego rodzaju kolorowych kwietników na balkonach i oknach budynków, które nadają niepowtarzalny charakter tym miejscom. Ja natomiast zachwycam się rozwiązaniami komunikacyjnymi. W przeciwieństwie do filozofii transportu w miastach w naszym kraju, tutaj samochody osobowe nie są najważniejszym składnikiem ruchu drogowego, jest miejsce dla ruchu pieszego, ścieżek rowerowych, transportu zbiorowego, a także dla klimatycznych alejek wzdłuż których nasadzone są drzewa. U nas niestety regułą jest likwidowanie takich miejsc pod nowe parkingi i szersze drogi, byleby więcej samochodów się zmieściło, marginalizując pieszych, rowerzystów, o roślinności nie wspominając. Warto aby decydenci w naszych miastach brali przykład z austriackich rozwiązań.



Znów wjeżdżamy na autostradę. Tym razem jest to trasa A2, tzw. Autostrada Południowa (Süd Autobahn), która powstała w latach 50. XX w. Kilometry szybko uciekają. Nawet nie wiem kiedy robi się jasno i kiedy wjeżdżamy do kraju związkowego Karyntii, mijąc Graz, później Klagenfurt i Villach. Karyntia to kraj o silnie rozwiniętej funkcji turystycznej, z licznymi ośrodkami narciarskimi, wspinaczkowymi i ogólnie pojętej turystyki górskiej, otoczony od północy przez pasma Taurów, Alp Gurktaler i Lavanttaler, a na południu przez Alpy Karnijskie i Karawanki. Karyntię wyróżnia się ciepłym i łagodnym klimatem, przecięta jest głęboką doliną Drawy. Do najbardziej popularnych atrakcji turystycznych w regionie zaliczyć należy Park Narodowy Hohe Tauern – największy obszar chroniony w Alpach, w którym znajdują się: najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner (3798 m n.p.m.) i największy lodowiec Alp Wschodnich - Pasterze. Cuda te można oglądać z Grossglockner Hochalpenstrasse - najbardziej malowniczej drogi w Austrii. Na odcinku 50 kilometrów pokonuje się różnicę poziomów wynoszącą 1766 metrów! Po drodze można podziwiać cudowne górskie krajobrazy, zmieniającą się szatę roślinną oraz klimat. Wzdłuż całej trasy znajduje się wiele punktów widokowych i restauracji. Najwyższe punkty trasy wysokoalpejskiej to przełęcz Hochtor (2504 m n.p.m) oraz punkt widokowy Edelweissspitze (2571 m n.p.m.). Z Edelweissspitze roztacza się wspaniały widok na ponad 30 trzytysięczników. Innym  obszarem chroniony wartym uwagi jest Park Narodowy Nockberge (z najwyższym szczytem Rosennock (2440 m n.p.m.), przez który przebiega trasa widokowa Nockalmstarsse o długości 34 km (o niej napiszę innym razem). Ważną rolę w gospodarce Karyntii odgrywają ośrodki narciarskie Bad Kleinkirchheim, Nassfeld – Hermagor, Heiligenblut. Ziemia karyncka to przede wszystkim kraina jezior – jest ich tutaj ponad 1270, w prawie 200 spośród nich można się kąpać, a najważniejsze  nich to Wörthersee, Ossiacher See, Millstatter See. Do miast turystycznych należy zaliczyć Villach, Klagenfurt,  MallnitzHeiligenblut, Dellach. 


Statek wycieczkowy na Millstatter See




.
W Villach zjeżdżamy na autobahn A10, Autostradę Taurów, która prowadzi przez pasma górskie Wysokich i Niskich Taurów. Cała trasa, łącząca północ z południem kraju, liczy 192 km z czego 24 km poprowadzono w 12 tunelach. Nigdy nie miałem okazji jechać takimi tunelami, dlatego też kierując auto z prędkością ok. 130 km/h w mocno ograniczonej przestrzeni, czuję się dość niepewnie. A10 wiedzie pośród niesamowitej scenerii. Wszędzie wysokie góry, lasy, rzeki. Pierwszy odcinek tej drogi powstał już w 1939 r. w okolicach Spittal an der Drau. Mamy okazję jechać nim tylko przez krótką chwilę, gdyż musimy zjechać z autostrady i kierować się na Obervellach. Znów mijamy małe miasteczka położone w Dolinie Mölltal, otoczonej przez wielkie masywy górskie. Są "ogromniaste"! Niektóre z widocznych z drogi szczytów przekraczają 2600 m n.p.m, co daje ponad 2000 m przewyższenia od dna doliny, w której się znajdujemy! Skala wielkości nieporównywalna z żadną inną jaką kiedykolwiek spotkałem. Robią na mnie niesamowite wrażenie, a przecież w skali całych Taurów nie są one wybitnie wysokie.  

Okolice Napplach

W Reißeck szukamy odbicia w lewo, w drogę która doprowadzi nasz do Teuchl. Pytam pewną panią po angielsku, niewiele potrafi pokierować. Pytam pewnego pana, niby wie o co chodzi, niby pokazuje nam drogę, ale widać, że nie do końca jest przekonany, czy dobrze się zrozumieliśmy. W końcu ryzykujemy i wybieramy jedną z opcji. Końcowy etap naszej podróży Juniorem to 12 km jazdy wąską, krętą i bardzo stromą dróżką, na szczęście asfaltową. Po 12 h jazdy i przejechaniu prawie 1000 km, nasz fordzik ma już dość, a tu jeszcze taki wycisk na koniec. Ciężko mu idzie, ale ostatecznie daje radę i o godz. 11 docieramy szczęśliwie na miejsce :) Przygotowujemy się do wyjścia, pakujemy wszystko co potrzebne, zostawiamy auto w bezpiecznym miejscu na parkingu pod niewielkim pensjonatem i podnieceni, pełni radości a zarazem obaw wyruszamy w kilkudniową wędrówkę w nieznane. Co nas czeka? Co i kogo spotkamy na naszej drodze? Jakie okażą się te góry? Adrenalina skacze, ruszamy, ahoj przygodo!

Pensjonat Alpenheim, ostatni przed wejściem na szlak

Gotowi do wędrówki w nieznane





.
Cdn...


P.S. I. Piotrze, bardzo serdecznie Cię pozdrawiamy :)

P.S. II. To jest pierwszy wpis w 2015 roku, dlatego chcielibyśmy życzyć Wam, drodzy czytelnicy, wielu niesamowitych górskich (i nie tylko) przygód w 2015 r.! :) 

8 komentarzy:

  1. Pozazdrościć wyprawy. Piękne zdjęcia, a przede wszystkim wspomnienia Wam zostaną na pewno na długi, długi czas. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Bardzo lubię Austrię, a tym bardziej austriackie Alpy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wyprawa, świetne zdjęcia. Czekam na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! Zapraszam w Szwajcarsie!
    decgrzegorz86wordpres.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne zdjęcia, a wyprawa genialna. wypas owiec Józefów Czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam te trasy w górach. Niby droga prosta, a tutaj zaraz konkretny zakręt. Cudownie miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wycieczki górskie to świetny pomysł na odstresowanie :D Ja najbliższy urlop planuję spędzić nad Jeziorem Żywieckim. Znalazłam już nawet fajne miejsce, w którym mogę się zatrzymać
    Jezioro Żywieckie noclegi http://www.hotelodys.pl/pokoje.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja miałam okazję poznać tylko Alpy niedaleko Wiednia tzw. Wiener Hausberge Rax i Schneeberg, ale marzy mi się wyprawa wgłąb Austrii i odwiedzenie tych prawdziwych Alp :)

    OdpowiedzUsuń

*Autorzy bloga zastrzegają sobie prawo do usuwania komentarzy, które w ich opinii uznane zostaną za wulgarne, obraźliwe i niezgodne z prawdą.