środa, 6 marca 2013

Alpy Julijskie + Triglav = cudowny weekend w Słowenii


Alpy Julijskie – góry szczególne. Dlaczego? To tam udaliśmy się na pierwszy, wspólny wyjazd w góry poza nasz kraj. Tam też po raz pierwszy mieliśmy okazję wspinać się na „żelaznych drogach” - via ferratach oraz stanąć na szczycie jednej z najbardziej majestatycznych gór Europy – Triglavie. Dziś przyszedł czas,  żeby podzielić się wspomnieniami i wrażeniami z tego absolutnie wyjątkowego pasma górskiego. Mimo, że wielu szczegółów już dziś nie pamiętam, wrześniowy wypad w 2010 r. w Alpy Julijskie pozostanie w mojej pamięci jako ten niezwykły. Wtedy to na dobre połknąłem górskiego bakcyla, który trzyma mnie mocno w uścisku aż do dziś. I oby nigdy nie puścił…




Południowo-wschodnie skrawki Alp zajęte są przez Julijki. Pasmo leżące na pograniczu Włoch i Słowenii, jest zbudowane głównie ze skał osadowych – wapieni, które nadają górom jasną barwę. Ten budulec sprawia, że są one ubogie w wody powierzchniowe, gdyż te zgromadzone są głównie w podziemnych korytarzach i jaskiniach. Wyższe partie na ogół pozbawione są roślinności i tworzą surową, skalną pustynię. Rzeźba jest bardzo urozmaicona, a to za sprawą lodowców, które ją ukształtowały. Głębokie doliny U-kształtne, strome ściany i ostre granie to cechy charakterystyczne tych gór. To, co wywarło na mnie wielkie wrażenie, to skala form ukształtowania terenu – przełęcze, doliny, granie i masywy są tam o-gro-mne! Iście alpejski rozmach. Z najwyższych szczytów można podziwiać Adriatyk, Dolomity, a nawet okolice Wiednia.
Dla Słoweńców są one dumą narodową, a ich najwyższy szczyt – Triglav (2864 m n.p.m.), będący celem naszego wyjazdu, to ich święta góra, znajdująca się w herbie, fladze narodowej, oraz na jednej z monet euro.

Naszą weekendową wyprawę w najwyższe góry Słowenii rozpoczęliśmy w Krakowie, skąd w środku nocy wyruszyliśmy w drogę. Dwa samochody wiozły 7 spragnionych górskich wojaży osób. Większą część trasy, przez Słowację i Austrię, prowadził Kangur (Renault Kangoo), a w nim Michał, Dorota, Basia i ja. Za Kangurem dzielnie podążała Honda prowadzona przez Piotrka, pilotowała Paulina, a na dociążenie, tylną oś zajął Maciek. Podróż minęła sprawnie, w ostatniej części minęliśmy Jezioro Bledzkie, następnie Jezioro Bohinjskie, by o 15 zameldować się na parkingu przed wejściem na szlak do Parku Narodowego Triglav – jedynego parku narodowego na obszarze Słowenii. Pakujemy się, w plecakach lądują zestawy via-ferratowe: lonże, uprzęże i absorbery, a na plecakach kaski. Po chwili krzątaniny, udajemy się na szlak. Przed nami rozpościera się wielka ściana, z którą musimy się zmierzyć na rozgrzewkę, czas zacząć przygodę!


Humory dopisują, ruszamy! Przed nami pierwsza ściana

Pierwsze strome podejście jest dość wymagające, czasami ubezpieczone przez łańcuchy i klamry. Idąc w lesie często mijamy potoki, a jeden z nich przyjął formę wysokiego wodospadu. Robi się coraz bardziej stromo, rzadki las pozwala na podziwianie doliny Jeziora Bohinjskiego i przeciwległych pasm.
Gdy dochodzimy do Jeziora Czarnego, zaczyna się powoli ściemniać, jest 18.30. Włączamy latarki i ostrożnie stawiamy każdy krok. Stromizn wokół siebie nie widzimy, robi się mgliście, zaczyna padać lekka mżawka i kamienie stają się śliskie. Musimy być jeszcze bardziej czujni. Droga zaczyna być nużąca, ciągnie się i ciągnie, trudne warunki nie nastrajają pozytywnie. Ok. 22.30, już nieco zmęczeni docieramy do schroniska w Dolinie Siedmiu Triglavskich Jezior - Koča pri Sedmerih jezerih (1685 m n.p.m.). Ze względu na trwający remont, warunki w nim panujące są dość spartańskie, a i tak nocleg kosztuje nas 15 E. Mimo to każdy z nas nie może doczekać się jutra…



Crno Jezero
Nazajutrz, po raz pierwszy mamy okazję zobaczyć Alpy Julijskie. Sprzed schroniska widoki budzą zachwyt, mimo pochmurnego dnia i rzędu toi-toi ustawionych przed budynkiem. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem ogromnej, wapiennej ściany otaczającej Dolinę Siedmiu Jezior od wschodu, której najwyższym punktem, oddalonym od schroniska o 3 h marszu, jest Velika Zelnarica (2320 m n.p.m.). Według znaków na budynku, Triglav powinniśmy osiągnąć po 5 h marszruty. Pełni pozytywnej energii ruszamy w drogę.

Schronisko w Dolinie 7 Triglavskich Jezior

Ściana za schroniskiem
Szlak, oznaczony białą kropką w czerwonej obwódce, wiedzie nas przez potężną Dolinę Siedmiu Triglavskich Jezior. Jak sama nazwa wskazuje, w dolinie znajduje się…8 jezior :) Największe z nich to: Dvojno, Veliko Cerne, Rjavo i Pod Vrsacem. Pozostałe cztery to zbiorniki wodne małych rozmiarów. Im wyżej, tym roślinność jest coraz bardziej skąpa, podłoże staje się kamieniste, a na wschodnim skraju doliny możemy zaobserwować wielkie usypiska rumoszu skalnego. Niektóre głazy je tworzące mają wielkość małego domu. Co jakiś czas słychać głośne piski wydawane przez świstaki, a w pewnym momencie natrafiamy na kilka koziorożców skalnych, które wylegują się nieopodal szlaku nic nie robiąc sobie z naszego przybycia. Są przyzwyczajone do widoku ludzi. Zarówno świstaki jak i koziorożce skalne są znacznie większe niż ich krewni z rodzimych Tatr.
Podążamy w kierunku Przełęczy Hribarice, krajobraz wokół nas robi się bardzo surowy, niemal księżycowy. Gdzie okiem sięgnąć pustynia skalna o jasnych barwach.

W Dolinie 7 Triglavskich Jezior

Gruzowisko


Koziorożec skalny

Veliko Crno jezero
Ok. 11 docieramy na skraj Przełęczy Hribarice (ok. 2360 m n.p.m.). Jest ona tak wielka, że podczas jej pokonywania nie sposób jest ocenić, w którym miejscu się znajdujemy i gdzie się kończy. Wokół całe bogactwo form polodowcowych i procesów krasowych zachodzących w wapiennych skałach. Liczne rowki, lejki, studnie krasowe, wypolerowane płaskie powierzchnie skał i pionowe ściany pobudzają wyobraźnię - czy aby znajdujemy się na Ziemi? Z przełęczy po raz pierwszy swoje oblicze ukazuje nam Triglav. Jego potężny masyw wzbudza respekt. Patrząc w dół dostrzeżemy Velską Dolinę, o rozmiarach adekwatnych do otaczającego ją masywu Triglava.

"Księżycowa" Przełęcz Hribarice


 
Z Przełęczy Hribarice udajemy się do schroniska Koca na Doliču (2151 m n.p.m.). Zejście jest trudne ze względu na sypki rumosz skalny, ciężko jest utrzymać równowagę. Ciągle zatrzymuję się aby zrobić dobre ujęcia, takie otoczenie rozpieszcza każdego fotografa, i w ten sposób melduję się w schronisku ostatni. Rezerwujemy pokój, zostawiamy plecaki i zabieramy sprzęt wspinaczkowy. Przed budynkiem przechodzimy szybki kurs obsługi sprzętu (prowadzącym jest Maciek), zakładamy uprzęże i nie czekając ani chwili dłużej udajemy się w górę. Z każdym pokonywanym krokiem emocje rosną coraz bardziej, spotkanie z królem już tuż tuż. Początkowo ścieżka prowadzi stromo licznymi zakosami, by później doprowadzić nas na płaskowyż, z którego ciągle możemy podziwiać masyw Triglava, który większość czasu zasnuty jest chmurami. Po 2,5 h od wyjścia ze schroniska stajemy pod ścianami masywu, czas przygotować się na pierwszą w życiu wspinaczkę na via-ferratach, czas na ostatni, najtrudniejszy fragment dzielący nas od szczytu.

Ogrom form, te małe punkty na dole to Michał i Dorota

Na piarżysku, w tle w chmurach Triglav

Schronisko Koca na Dolicu, jasna część dobudowana po zniszczeniu przez lawinę w kwietniu 2009 r.

Szkolenie "wspinaczkowe"

Początek podejścia na szczyt, w tle schronisko


Takie tam z Triglavem

Poprawianie uprzęży

Otoczenie schroniska Koca na Dolicu

Masyw króla Słowenii



Pierwsze kroki w ścianie są niepewne. Przypięcie do metalowej liny daje poczucie bezpieczeństwa, ale i tak poziom adrenaliny w organizmie jestł wysoki, szczególnie gdy uświadamiam sobie, że pod nogami mam tylko wąski próg skalny i pionowe urwisko. Gdy już nabrałem pewności, pokonywanie kolejnych odcinków metalowej liny daje wielką frajdę. Szkoda tylko, że ciągle idziemy w chmurze i nie możemy podziwiać panoram.
Na wierzchołku najwyższej góry Słowenii i Alp Julijskich zjawiamy się kilka minut po 16. Niestety widoków brak. Kilku Słoweńców głośno świętuje zdobycie narodowej góry. Dla nich wejście na szczyt to obowiązek. Podobno czasami można spotkać tu orkiestrę i pasowanie (jak na rycerzy) nowych zdobywców, nam jednak to nie było dane.
Triglav w języku słoweńskim znaczy Trójgłów i wcale nie oznacza to, że składa się z trzech wierzchołków. Nazwa ta wiąże się ze średniowiecznymi słowiańskimi wierzeniami, które na wierzchołku góry umiejscawiały siedzibę potężnego Trzygława - pogańskiego bóstwa wody, ziemi i podziemi. Pierwszy raz stopę na szczycie postawili dwaj górnicy, myśliwy i lekarz już w sierpniu 1778 r. Na wierzchołek prowadzi kilkanaście szlaków. Najbardziej znaną i najczęściej wybieraną trasą jest ta, którą dane nam było podążać – od strony południowej (Bohinj i Pokljuka) oraz od strony północnej (Mojstrana i Vrata).

Wchodzimy na ścianę

Pod nogami tylko wąski próg skalny...


Na szczycie Triglava robi się różne rzeczy, je się lub ziewa :)

Z racji dość później pory na szczycie nie spędzamy dużo czasu, w zasadzie tyle ile trzeba na zjedzenie kanapki i zrobienie kilku zdjęć. Wracamy do schroniska. Gdy schodzimy w dół jakieś 150-200 m zaczyna się wypogadzać, chmury powoli ustępują, wreszcie można cokolwiek zobaczyć. Chwilę po 18, gdy jesteśmy jeszcze w ścianie, na naszych oczach rozgrywa się wyjątkowy spektakl. Słońce powoli chowa się za okolicznymi masywami, oświetlając ostatkiem swoich sił wapienne skały, nadając im ciepły, pomarańczowy kolor. A gdy już całkowicie się chowa, krajobraz robi się bajkowy, na niebie dominują barwy różowe, a skały mają odcień szaro-niebieski. Te chwile są dla mnie jednymi z najpiękniejszych jakie spędziłem w górach.
Nocne zejście nie przysporzyło nam wielu trudności i przed 21, zmęczeni, a zarazem szczęśliwi, zjawiamy się w schronisku. Niesamowity dzień w cudownych górach kończymy degustacją słoweńskiego piwa, które leje się hektolitrami w wypełnionej po brzegi Kocy na Doliču.

Podczas zejścia zaczęło się przejaśniać

Dom Planika widziany z zejścia ze szczytu


Jeszcze w ścianie, w tle słoneczny spektakl


Masyw Triglava tuż przed zmrokiem




Ostatni dzień pobytu w Alpach Julijskich rozpoczęliśmy dość wcześnie ze względu na długą drogę powrotną aż do parkingu, gdzie zostawiliśmy Kangura i Hondę. Piękny, słoneczny dzień sprawia, że ta sama trasa całkowicie różni się od tej pokonywanej dzień wcześniej podczas ponurej i pochmurnej aury. Wreszcie możemy podziwiać Julijki w pełnym Słońcu i na tle szmaragdowego nieba. Nie ma co używać słów, zdjęcia same zdadzą Wam relację z tego dnia :)

Ekipa na Przełęczy Hribarice, w tle Triglav (w chmurach)

Ostatni widok na Triglav (w chmurach) z Przełęczy Hribarice

Księżycowa panorama z Przełęczy Hribarice

Mak alpejski

Basiulka a w tle Dolina 7 Triglavskich Jezior

Oznaczenia szlaków, Słoweńcy obchodzą się bez drewnianych wskaźników



Żłoby uformowane przez wodę w skale wapiennej

Wapienny masyw przed schroniskiem w Dolinie 7 Triglavskich Jezior

Dolina 7 Triglavskich Jezior z zejścia z Przełęczy Hribarice

Panorama z zejścia z Przełęczy Hribarice, w tle jedno z pasm A.Julijskich z 5 szczytem Jalovec (2645 m n.p.m.)


Dolina 7 Triglavskich Jezior pożegnała nas takim widokiem
Ostatnie zdjęcie na wyjeździe, zaczynamy schodzić stromo w dół

Gdy robi się ciemno, wszyscy cali i zdrowi docieramy na parking. Ostatni, stromy fragment dał nam się wszystkim mocno we znaki. Radość, wynikająca z możliwości podziwiania cudnych krajobrazów, miesza się ze smutkiem, że ten wyjazd, ta niezwykła przygoda właśnie dobiega końca. Podczas jednego weekendu odwiedziliśmy bardzo mały fragment tego nadzwyczajnego pasma, jednak te kilka dni uświadomiło nam, jak wielki potencjał tkwi w Alpach Julijskich. Dziś, kiedy przypomniałem sobie chwile tam spędzone wiem, że kiedyś tam wrócę by poznać je lepiej. Do rychłego zobaczenia piękne Julijki!


Zobacz trasę, jaką przebyliśmy w Alpach Julijskich
Zobacz wystawę zdjęć z Alp Julijskich

9 komentarzy:

  1. Straszna pustynia skalna. Tatry ładniejsze
    mamaMa

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładne zdjęcia. Widzę, że pogoda również dobra. Co do opinii dotyczącej Tatr i skalistych Alp - wyrażonej w poprzednim komentarzu - dodam tylko, że Tatry są mniejsze, za to w Alpach na wysokości gdy u nas są już skały tam jest jeszcze zielono - więc to sprawa względna. Za to za czasów mojej wędrówki Alpy były bardzo suche. Zapraszam do mojej relacji foto, wideo i tekstowej :) Na blogu udostępniłem również szczegółowe mapy.

    http://turystyka.e-mucha.info/szlaki-turystyczne/trasa/alpy-julijskie-triglav/

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, weekendowa wycieczka na Triglav. Czyli można zrobić niezłą górską wyprawę w dodatku bardzo zagraniczną bez urlopu. Świetnie! Chyba będzie trzeba kiedyś ten pomysł odgapić. Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajowo. Triglav to moje górskie marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękna opowieść i zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  6. W Tatrach też można spotkać podobne "pustynie". Na przykład dolina Hińczowa lub górna część doliny Staroleśnej, a także parę innych. Z czego wynika wizualna różnica - myślę, że można wskazać kilka czynników:
    - w Tatrach mało jest wysoko położonych obszarów płaskich - granie opadają od razu stromo w dół
    - ciemne skały są wizualnie przyjemniejsze dla ludzkiego
    - w Alpach "nie chce" rosnąć sit skucina - roślina acydofilna.

    OdpowiedzUsuń
  7. miało być "ludzkiego oka"

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdobycie Triglava wymaga dobrej kondycji. My wchodziliśmy na górę półtora dnia. Zejście też nie było lekkie. Widoki jednak są świetne.

    http://aktywnepodroze.pl/wejscie-na-triglav-slowenia/

    OdpowiedzUsuń

*Autorzy bloga zastrzegają sobie prawo do usuwania komentarzy, które w ich opinii uznane zostaną za wulgarne, obraźliwe i niezgodne z prawdą.