czwartek, 29 listopada 2012

Góra legend, umarlaków i bezkresnych panoram. Na Beskidzkich Wyspach.

O tym szczycie myślałam ostatnio dosyć często. Wyobrażałam sobie widoki na Beskid Niski, Sądecki, Pieniny, Tatry, Gorce, Beskid Wyspowy, Żywiecki, Śląski, Makowski… Stojąc ponad wierzchołkami wysokich świerków patrzyłam na rozległą panoramę i myślałam o tym jak wiele polskich szlaków czeka na przedreptanie oraz jak piękne i zróżnicowane są nasze góry. Pomimo, że ziemie tego masywu kryją w sobie mrożącą krew w żyłach historię, miejsce to dostarczyć może wiele zachwytu…





17 listopada 2012 roku

Od wczoraj Kraków, tak jak i reszta Polski, spowity jest gęstą mgłą. O poranku oddalamy się od miasta w kierunku Beskidu Wyspowego, a biały woal powoli podnosi się ustępując miejsca promieniom słonecznym i widokom na pagóry. Gdy docieramy do Przełęczy Przysłop (dobrze nam znanej z wypadu w Gorce), mocne słońce razi w oczy odbijając się od oszronionych traw. Głęboko wdychamy rześkie powietrze i wyruszamy żółtym szlakiem na północ. Szlak wiedzie na zmianę poprzez polany i niezbyt gęsty las, w którym większość drzew utraciła już liście. Jedynie świerki, jodły i jeszcze złote modrzewie zagęszczają krajobraz. Na Nowej Polanie, tuż pod Myszycą (877 m n.p.m.) wdrapuję się na ambonę i na dalekim południowo-zachodnim, lekko przymglonym horyzoncie podglądam znajome szczyty Beskidu Żywieckiego: Babią Górę (1725 m n.p.m.) i Policę (1369 m n.p.m.). Niebo jest mocno błękitne i lekko poprzecinane zwiewnymi Cirrusami, a nad Diablakiem wisi kożuszek chmur. Góra ta lubi przykrywać się kołderką.

Rześki poranek na pograniczu Beskidu Wyspowego i Gorców

Kazanie z ambony :P


Gdy docieramy na Polanę Skalne rozpostartą pomiędzy Jasieniem (1052 m n.p.m.) i Kutrzycą (1051 m n.p.m.), naszym oczom ukazuje się łańcuszek Tatr Wysokich. Oślepieni mocnym, jesiennym słońcem obserwujemy Kieżmarski Szczyt (2558 m n.p.m.), Łomnicę (2634 m n.p.m.), Durny Szczyt (2621 m n.p.m.), Baranie Rogi (2526 m n.p.m.), Lodowy (2627 m n.p.m.) i Gerlach (2655 m n.p.m.). W sam raz pora na batona. Stwierdziliśmy, że dzisiaj zrobimy doświadczenie. Kupiliśmy dwa batony orzechowo-karmelowe, „oryginał” i tańszy odpowiednik. Obydwa posiadają praktycznie taki sam skład i wartości odżywcze. Jedno z nas zamyka oczy, a drugie wkłada do ust kawałki „oryginału” i „podróbki” smakołyka w dowolnej kolejności. Zgadujemy „który jest który” i okazuje się, że kompletnie nie odróżniamy ich od siebie. Przed następnym wyjazdem wybór będzie prosty ;). Nasyceni węglowodanami (no dobra, tłuszczykiem też :P) ruszamy dalej i przez rzadki las podglądamy na zachodnim horyzoncie wzniesienia Beskidu Wyspowego. Rzeczywiście, wyglądają jak wysepki na morzu pól i łąk. Ani się obejrzeliśmy, a już minęliśmy Polanę Wały oraz Krzystonów (1012 m n.p.m.) i stoimy przy kapliczce Matki Boskiej w miejscu skrzyżowania szlaków żółtego i niebieskiego. Teraz czeka nas podejście na główny cel naszej wędrówki – Mogielicę (1171 m n.p.n.), czyli najwyższe wzniesienie Beskidu Wyspowego. Aby być dokładnym należy nadmienić, że nazwa Mogielica dotyczy cegło masywu, a sam szczyt zwany jest Kopą.

Odpoczynek na Jasieniu

Beskidzkie Wyspy: Luboń Wielki i Szczebel


Mogielica to miejsce owiane legendami i mroczną historią. Królowa Beskidu Wyspowego poślubiona została Łopieniowi – lokalnemu olbrzymowi. W ziemiach masywu spoczywają skarby zbójników, którzy rachowali pieniądze na północnej skale pod szczytem Kopy. Jednak nie tylko kosztowności tu pochowano… Ziemia ta pogrzebała również wisielców, topielców, samobójców i wszelakie inne, przeklęte dla ludności ciała, których nie przyjęły okoliczne cmentarze. Biedne duszyczki, które odeszły bez sakramentów, może przynajmniej teraz odnajdą ukojenie w tak pięknym widokowo miejscu. Stoki Mogielicy pochłonęły również niemiecki bombowiec, który w niewyjaśnionych okolicznościach rozbił się tu w 1944 roku. Gdy zapytasz miejscowego gazdę o ten szczyt, nazwie go Zapowiednicą i opowie o ciemnych chmurach, które zjawiając się nad jego wierzchołkiem zwiastują załamanie pogody.
Czas znowu mija nam jak z bicza strzelił i po niezbyt męczącym podejściu docieramy na Polanę Stumorgową. Hala jest ogromna (wielka jak 100 morgów!), a widoki z tego miejsce sprawiają, że trudno nie przycupnąć przed podejściem na Kopę. Idąc polaną delektujemy się ciszą, spokojem i piękną panoramą, aż tu nagle za plecami słyszymy głośny warkot! Szybko usuwamy się z drogi, prawie rozjeżdżają nas ryczące motory crossowe i na dodatek opluwają nas błotem. Jesteśmy wściekli tak samo, jak na quady pod Turbaczem. Nie możemy pojąć, jak można tak niszczyć piękną beskidzką polanę i okrutnym warkotem wprawiać w osłupienie tyle gatunków zwierząt (wiele rzadkich i chronionych). Dobrze, że przynajmniej na szczycie i północnych stokach Mogielicy utworzono rezerwat przyrody w trosce o głuszce. Tuż pod zalesioną kopułą szczytu, w wyższej partii Hali Stumorgowej, siadamy na ławeczce i delektujemy się ciszą. Zmotoryzowani „barbarzyńcy” nie mają tu już wstępu. Intensywne słońce rozświetla złote trawy polany, a my mrużąc oczy spoglądamy na Beskid Wyspowy, Tatry, Gorce, Pieniny i Beskid Sądecki z dumnie wznoszącą się Radziejową (1266 m n.p.m.).

Z dolnego skraju Polany Stumorgowej na horyzoncie majaczy zamglony łańcuch Tatr chowających się za Gorcami 

W kierunku Kopy

Przykry widok... przynajmniej dla nas :(

Sjesta...


Na zalesionym szczycie umieszczono w 2008 roku 22-metrową wieżę widokową. Szybko wdrapujemy się na jej szczyt i mamy wrażenie, że palcami u stóp dotykać możemy czubków świerków. Sama nie wiem, w którą stronę patrzeć. Mogę wypatrywać wschodnich wzniesień Beskidu Niskiego, potem zerkać na Beskid Sądecki, Pieniny, słowacką Magurę Spiską, Gorce, przyćmione przez słońce na południu Tatry Słowackie i Bielskie oraz nieco bardziej na zachód Babią Górę. Jednak tego dnia najbardziej podziwiamy nasze polskie, górskie wysepki - Luboń Wielki (1022 m n.p.m.), Lubogoszcz (967 m n.p.m.), Ćwilin (1060 m n.p.m.), Śnieżnicę (1006 m n.p.m.) oraz bardziej na północ pasmo Łopienia (951-805 m n.p.m.). Niesamowity jest ten Beskid WyspowyJ.

Gdzie nie popatrzysz - beskidzkie wyspy...


Ćwilin i Śnieżnica wyrastają z rozległych dolin, a za nimi po lewej Lubogoszcz, Szczebel i Luboń Wielki


Szkoda wracać. Ostatni rzut oka na południowo-wschodni horyzont (ponownie na Hali Stumorgowej) i kierujemy się na dobrze nam znane skrzyżowanie szlaków żółtego i niebieskiego. Dzień wcześniej myśleliśmy o dłuższej trasie z uwzględnieniem Ćwilina, jednak wieczorne plany zmusiły nas do skrócenia naszej wędrówki… trochę szkoda. Ten dzień jest jakiś dziwny – droga mija nam wyjątkowo szybko. Jeszcze trochę złotej jesieni na pożegnanie, którą fundują nam po drodze modrzewie i grubo przed czasem docieramy do Bukówki. Jak to zwykle nam się zdarza, nie mamy w najbliżej perspektywie szansy na żaden publiczny transport. Jednak „autostop” idzie jak po maśle.

Trochę złotej jesieni na pożegnanie...


Gdy docieramy w okolice Krakowa wita nas mgła. Podobno cały dzień tak tutaj było, a my kawałek dalej doświadczaliśmy tylu pięknych górskich panoram…


Informacje zawarte w poście pozyskano ze strony http://www.beskidwyspowy.eu/turystyka/gory,162.html i Wikipedii.





1 komentarz:

  1. Jak zwykle pięknie... i opis i zdjęcia... :D
    Góry Was kochają!
    (....)

    OdpowiedzUsuń

*Autorzy bloga zastrzegają sobie prawo do usuwania komentarzy, które w ich opinii uznane zostaną za wulgarne, obraźliwe i niezgodne z prawdą.