środa, 12 grudnia 2012

Bilans czyli praktyczne informacje o wyprawie do Norwegii

Ciągle wracam myślami do Norwegii. Nawet w snach często wędruję wśród bezkresnych górskich krajobrazów, oglądając oblicza Olbrzymów. Ciągle inne, dynamiczne, jednak jednostajnie piękne. Norwegia zostawiła mocne ślady w mojej psychice, a myśli skażone są tęsknotą za tą idylliczną krainą...
Spotkania z ludźmi są inspiracją do działań. Podczas ostatniej prezentacji zdjęć i opowieści o górach Norwegii, zgromadzeni na sali zadawali bardzo dużo konkretnych i szczegółowych pytań, dlatego postanowiłem napisać ten post, który będzie inny niż wcześniejsze. Będzie bardziej praktyczny. Mam nadzieję, że chętni na wyjazd w tamte strony znajdą coś pożytecznego. Informacje zawarte w tym wpisie pochodzą z własnych przeżyć i wyników poszukiwań, dlatego zapraszam do podzielenia się własnymi doświadczeniami jeśli wiesz, jak zrobić coś efektywniej, taniej bądź ciekawiej. Dobrych informacji nigdy za wiele, każda będzie cenna dla tych, którzy chcieliby się udać do Ziemi Olbrzymów i Rondane.



Przygotowania

"Oczywistą oczywistością" jest to, że wyprawa w góry wiąże się z codziennym przemierzaniem wielu kilometrów z ciężkim plecakiem na grzbiecie, zazwyczaj po trudnym, mocno urozmaiconym terenie. Podczas dwutygodniowej wędrówki pokonaliśmy ok. 160 km, nasze plecaki ważyły 20-25 kg (na początku) więc bez dobrego przygotowania fizycznego i niezłej kondycji ani rusz! Sposobów na ich osiągniecie jest wiele, ja polecam bieganie, częste wypady w góry (nawet jednodniowe) i trening ogólnorozwojowy w domu, w miarę możliwości. Górska ścieżka szybko weryfikuje nasze możliwości fizyczne.

O sprzęcie górskim nie chciałbym tutaj zbyt dużo pisać. W najbliższym czasie będziemy starali się rozpocząć publikowanie w dziale Rynsztunek, w którym kwestie "co zabrać na dwutygodniowy wyjazd w góry" na pewno będą poruszane. Nie mniej jednak należy pamiętać, że takie wyprawy wiążą się często z brakiem kontaktu z cywilizacją (sklepy) przez długi czas, dlatego należy zabrać wszystko co nam będzie potrzebne do przeżycia. Co to znaczy "wszystko" jest kwestią subiektywną, od nas dowiecie się co w naszym mniemaniu należy ze sobą zabrać.  

Żywność

Do Norwegii udaliśmy się z plecakami pełnymi jedzenia. Spowodowane to było wysokimi cenami żywności, ale również brakiem możliwości, aby w krótkim czasie, w obcym kraju, kupić wszystko co niezbędne i wszystko to, co chcielibyśmy mieć ze sobą. Na naszych plecach wylądowały produkty, które po otwarciu można długo przechowywać, miały dostarczyć nam wystarczająco dużo energii oraz niezbędnych składników odżywczych i dawać radość po ciężkim dniu. W tym przypadku również odsyłam do zakładki Od kuchni. Znajdziecie tam kilka pomysłów na przygotowanie jedzenia, w miarę możliwości będziemy dodawać nowe kulinarne patenty.

Lecimy do Norwegii

Według mnie najrozsądniejszym sposobem dotarcia do Norwegii jest podróż samolotem. Jak wspomniałem w pierwszym wpisie o wyprawie do Norwegii, siatka połączeń lotniczych bezpośrednich z Polski jest bardzo dobrze rozbudowana. Obecnie możemy polecieć do kraju fiordów z Krakowa, Warszawy, Modlina, Katowic-Pyrzowic, Lublina, Gdańska, Wrocławia, Poznania, Szczecina i Łodzi. Chętnie na pokładach swoich samolotów zobaczą nas takie linie jak: Wizz Air, Ryanair, SAS (Scandinawian Airlines) czy Norwegian, a na norweskiej ziemi przywitają nas serdecznie w Oslo (Rygge, Sandefjord Top), Bergen, Trondheim, Alesund, Haugesund czy Stavanger. Z racji tego, że połączenia obsługiwane są przez tanie linie lotnicze, możemy liczyć na różnego rodzaju "perełki" cenowe. Nierzadko zdarza się, że za bilet, przykładowo na naszej trasie Kraków - Oslo Rygge, zapłacimy 20-30 zł. Jednak ważną kwestią jest fakt, że takie ceny obowiązują przeważnie, gdy mamy możliwość płatności specjalnym kartami kredytowymi bądź kartami zniżkowymi danych linii (w celu uniknięcia transakcyjnego "haraczu"), i podróż planujemy tylko z bagażem podręcznym (jego waga różni się w zależności od linii, przeważnie jest to 10 kg) kilka miesięcy wcześniej. Jadąc na dwa tygodnie w góry, w naszym przypadku, nie sposób było zapakować się do małej, podręcznej walizki, dlatego też za bagaż rejestrowany (15 kg) musieliśmy zapłacić prawie 300 zł. Po podliczeniu wszystkich opłat lotniczych cena za bilety tam (6 sierpnia) i z powrotem (19 sierpnia) wyniosła 500,04 zł, a rezerwacji dokonaliśmy w drugiej połowie maja. W porównaniu z początkową ceną, jaka widniała w pierwszym kroku transakcji - 65 zł - wydawało się trochę dużo. Tanie linie lotnicze dla backpackersów nie są już takie tanie jak mogłoby się wydawać. Jednakże i tak 2,5 h podróż ponad chmurami jest dużo bardziej komfortowa niż kilkudniowe wojaże samochodem czy promem.

Podróżowanie w Norwegii

Podczas pobytu na północy Europy korzystaliśmy z transportu publicznego. Kilkanaście dni po zakupieniu biletów lotniczych udało nam się zarezerwować tanie (jak na norweskie warunki) bilety kolejowe. Na stronie norweskiego przewoźnika kolejowego www.nsb.no dostępne są w sprzedaży bilety Minipris, czyli bilety w najniższej cenie. Dla nas, chcących odbyć podróż z Rygge do Otty (ok. 350 km) 7 sierpnia, najniższa cena wynosiła 199 NOK (110 zł). Co tanie szybko się kończy dlatego najlepiej rezerwować na długo przed planowaną podróżą. Powrót kosztował nas już o 100 NOK drożej, czyli łącznie, za transport koleją zapłaciliśmy prawie 280 zł.
Naszą górską wędrówkę planowaliśmy zacząć w Bessheim oddalonego od Otty o 70 km. Dystans ten pokonaliśmy na pokładzie nowoczesnego autobusu szybko, komfortowo i...drogo - prawie 100 NOK (56 zł) od osoby. Kolejny raz uświadomiliśmy sobie, że wysokie miejsce Norwegii w rankingu najbogatszych państw świata to nie jest ściema.
Z komunikacji autobusowej korzystaliśmy jeszcze podczas "przerzutu" z Jotunheimen do Rondane. Trasa ze Spiterstulen w Dolinie Visdalen przed Ottę do Spranget, u podnóża Gór Rondane, to ok. 110 km. Dziś już dokładnie nie pamiętam kosztów tej przyjemnej podróży, jednak wydaje mi się, że było to ok. 120-130 NOK (65-70 zł) od łebka. Trasa ta obsługiwana jest przez kilka różnych spółek przewozowych, a co za tym idzie należy kupować na każdy etap nowy bilet, co w ostatecznym rozrachunku wychodzi znacznie drożej, niż kupno jednego biletu na całą trasę.
Podsumowując, przemieszczanie w Norwegii za pomocą komunikacji publicznej nie należy do tanich. Koszty transportu na wyżej wymienionych trasach to, zaokrąglając, 410 zł. Następnym razem spróbujemy przemierzać ten kraj autostopem :)

Zakupy

Ceny w norweskich sklepach skutecznie odstraszały nas przed zbytnim wydawaniem pieniędzy, dlatego w tej kwestii nie będę się rozpisywał. Kwoty jakie należy przeznaczyć na podstawowe produkty żywnościowe są na ogół kilkukrotnie wyższe od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Mieliśmy okazję robić zakupy w marketach Rema 1000 (w Oslo i Ottcie), uważanych za jedne z najtańszych w Norwegii. Dla zobrazowania zjawiska przedstawię ceny dwóch podstawowych produktów w Oslo - chleb zwykły 750 g - 36 NOK (22 zł), woda niegazowana 1,5 l - 13 NOK (7 zł). Widząc takie ceny nie rozglądałem się specjalnie za niczym innym. W Ottcie było nieco taniej.
Wiem z opowiadań innych, że mięso, wędliny i nabiał są "cholernie drogie". Ale nie jest aż tak tragicznie jakby się mogło wydawać. Można bowiem znaleźć produkty, których ceny są podobne, a czasami nawet niższe niż u nas, i są to wszelakie konserwy rybne (makrela, tuńczyk), puszkowane warzywa (np. fasolka) czy zupki chińskie. Pewnie znajdą się jeszcze jakieś inne, których my już nie znaleźliśmy...
Jedno jest pewne, na zakupy do Norwegii wybieramy się tylko z grubym portfelem!

Poruszanie w górach

System szlaków w Jotunheimen i Rondane jest bardzo dobrze rozwinięty. Szlaki to przeważnie wyraźne ścieżki, dobrze oznaczone za pomocą czerwonej litery T i kamiennych kopczyków. Co więcej, możliwe jest poruszanie się poza wyznaczonymi szlakami bez specjalnych zezwoleń, nawet w parkach narodowych, co daje poczucie wolności i swobody w dobieraniu tras wędrówki. 

Schroniska

Kilka zdań należy poświęcić norweskim schroniskom i zwyczajach w nich panujących. Wyjeżdżając z zamiarem biwakowania w namiocie, nie interesowałem się kwestią schronisk, nie było potrzeby. W 4 dniu wędrówki przekonaliśmy się, że nieznajomość zwyczajów panujących w innym kraju może być przyczyną małych problemów. W opisywanym już wcześniej wydarzeniu w schronisku Olavsbu, tylko z dobrej woli jej opiekunek nie musieliśmy płacić za wejście do środka chatki. Tak, wejście do schroniska w norweskich górach jest płatne! W przypadku Olavsbu było to aż 70 NOK (40 zł). Oczywiście nie w każdym schronisku tak jest, ale ten zwyczaj jest powszechny. Jeśli zaś wejście nie było płatne, to raczej mowy nie ma, aby w norweskim schronisku siąść sobie przy stoliku i zjeść to co się przyniosło ze sobą, nie zamawiając przy tym niczego. A gdy zapachy dobiegające z kuchni połechtałyby nasze nozdrza na tyle mocno, że zdecydowalibyśmy się coś kupić, musimy liczyć się ze sporą sumą do wydania. W schronisku Spiterstulen, położonym u podnóża Galdhoppigen, co czyni go jednym z najbardziej popularnych, podstawowy obiad (niestety nie wiem co w Norwegii jest odpowiednikiem naszego schabowego z kapustą) uszczupli nasz portfel o 340 NOK (ok. 190 zł), a zamówienie piwa to kolejne 60 NOK (ok. 34 zł) do wydania. My na takie przyjemności pozwolić sobie jeszcze nie możemy.
System schronisk w Jotunheimen jest bardzo dobrze rozwinięty. Na ogół schroniska są tak usytuowane, że wyruszając z jednego z nich, po 7-8 h (czasami krócej) jesteśmy w stanie dojść do następnego. Dzięki takim dogodnościom norwescy górołazi szlaki pokonują z małymi plecakami, nie muszą się troszczyć ani o jedzenie, a tym bardziej o nocleg. Wynajęcie pokoju w Spiterstulen, jedno lub dwuosobowego, to koszt 330 NOK (ok. 185 zł), natomiast cena noclegu w pokoju wieloosobowym to 200 NOK (ok. 110 zł).
Każde ze schronisk jakie mieliśmy okazję odwiedzić było nowoczesne i bardzo dobrze wyposażone. Można tam kupić w zasadzie wszystko co nam jest potrzebne do górskiej wędrówki, od żywności po sprzęt, a na ciuchach kończąc. W Olavsbu wrażenie zrobiła na nas kuchnia i półki pełne produktów, które można było sobie kupić, wrzucając konkretną kwotę do skarbonki. Nikt nie kontrolował kto ile wrzucił, każdy liczy na uczciwość, o którą tak trudno w naszym kraju...W każdej chatce mogliśmy sprawdzić prognozę pogody, dowiedzieć się wielu ciekawych informacji turystyczno-krajoznawczych, czy zabrać darmowe mapki lub biuletyny.
Podsumowując, wiele przyjemności czeka na nas w nowoczesnych norweskich schroniskach, w tym nawet basen czy sauna (Spiterstulen),  oczywiście za odpowiednią do tych standardów cenę :) 

Biwakowanie w namiocie

Zdecydowanie bardziej od przytulnych i wygodnych schronisk preferujemy nocowanie w milion gwiazdkowym hotelu, czyli w namiocie. W górach Norwegii, rozbijanie namiotów jest dozwolone w zasadzie wszędzie, nawet na obszarach parków narodowych. Musimy pamiętać o dwóch podstawowych zasadach: z miejsca biwaku należy zabierać ze sobą wszystko, nic nie może po nas pozostać oraz namioty należy postawić w odległości min. 1 km od zabudowań (w tym od schronisk). Biwakowanie przy schronisku jest dozwolone, jednak wiąże się to z opłatą, w przypadku Spiterstulen było to 70 NOK (40 zł). Jak można zauważyć na naszych zdjęciach, biwakowanie w Norwegii to biwakowanie na otwartych przestrzeniach, lasów jest tam jak na lekarstwo.

Woda

Norwegia to kraj bogaty w zasoby wodne, dlatego z wodą nie mieliśmy najmniejszego problemu, zarówno w Jotunheimen jak i w Rondane. Źródeł i czystych potoków jest przy szlakach (i wszędzie) zatrzęsienie. Zazwyczaj wodę piliśmy nieprzegotowaną, ale kilkukrotnie zdarzyło nam się ją gotować lub oczyszczać za pomocą tabletek odkażających, w sytuacjach gdy pobieraliśmy ją np. z jeziora.

Pogoda w lecie

Pogoda w kraju fiordów jest bardzo zmienna i trudna do przewidzenia, a wszystko to za sprawą ciepłego prądu morskiego o nazwie Golfsztrom, który niesie masy ciepłego i wilgotnego powietrza znad Atlantyku. W lecie należy być przygotowanym na sytuacje, w których jednego dnia jest 25 st. C i bezchmurne niebo, w nocy mocno pada, jest zimno, a kolejny dzień znów wita nas słoneczną aurą. Co więcej, w górach zmienność i kapryśność pogody jest jeszcze większa. Jednak podczas naszego dwutygodniowego pobytu pogoda była wymarzona, nie mogliśmy się nadziwić, że na północy może być aż tak ciepło. Co prawda zdarzyło nam się kilka dni typowej, skandynawskiej pogody, kiedy to na szczytach widać było świeży śnieg, a temperatura oscylowała w okolicach 0 st. C, nie mniej jednak nie mogliśmy narzekać. I tak dopisało nam szczęście, gdyż, jak dowiedzieliśmy się od dwóch Norweżek na szczycie Rondslottet, cały czerwiec i lipiec padał deszcz.
Pogoda w dużym stopniu wpływa na to, co należy włożyć do plecaka. Nawet w środku norweskiego lata w górach, w naszych plecakach powinny się znaleźć typowo zimowe gadżety: ciepła czapka i rękawiczki, a gdy mamy zamiar spać w namiotach, obowiązkowo śpiwór przystosowany do ujemnych temperatur.

Ludzie i język

Z moich doświadczeń wynika, że Norwegowie to życzliwy i uprzejmy, choć nieco zdystansowany naród. Już podczas pierwszej podróży pociągiem, zdałem sobie sprawę z powszechnie panującego porządku, dyscypliny i ich stonowanego usposobienia. Mało kto ze sobą rozmawiał, nikt nie hałasował, nie słychać było pospolitych w naszym kraju głośnych dźwięków dochodzących ze słuchawek czy telefonów sąsiada. Cisza i spokój.
Podczas wędrówki górską ścieżką mijaliśmy sporo osób, które wykazywały ciekawość, przede wszystkim ze względu na nasze ogromne plecaki, ale bardzo rzadko mieliśmy okazję wymienienia kilku zdań z przypadkowo napotkanymi osobami. Zazwyczaj kończyło się na miłych pozdrowieniach. Ale gdy już udało nam się rozpocząć rozmowę, zwykle była ona serdeczna i miła. Fenomenem jest poziom znajomość języka angielskiego wśród Norwegów. Językiem Szekspira biegle posługuje się każdy, od małego brzdąca po pana w sile wieku. Dlatego osoby znające ten język w stopniu komunikatywnym, nie będą miały problemów z porozumiewaniem się w tym kraju.       

Koszty przedsięwzięcia

Sumując wyżej wymienione kwoty, oraz dodając do tego koszty zakupu żywności w Polsce i wszelkie inne drobne wydatki już na miejscu, moje wydatki poniesione na dwutygodniową wyprawę w góry Norwegii zamknęły się w kwocie ok. 1250-1300 zł. Warto wspomnieć, że prawie 3/4 tej sumy to koszty związane z transportem do jak i po Norwegii.


Tym postem kończymy projekt "Góry Norwegii 2012". Dzięki za wytrwałość w czytaniu i śledzenie naszych wpisów. Na wszelkie pytania związane z naszą wyprawą chętnie odpowiemy mailowo lub w komentarzach.

Ahoj! :)



2 komentarze:

  1. To już jest koniec?:(
    mamaMa

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki Grubciu za te wpisy.
    Przyznam szczerze, ze z wypiekami na twarzy czytalam kolejne "odcinki". Ciekawa tresc wraz z pieknymi zdjeciami sprawialy, ze momentami czulam sie jakbym byla tam z Wami i mogla osobiscie tego doswiadczac.
    Swietna robota!
    Pozdrawiam,
    jasko

    OdpowiedzUsuń

*Autorzy bloga zastrzegają sobie prawo do usuwania komentarzy, które w ich opinii uznane zostaną za wulgarne, obraźliwe i niezgodne z prawdą.